W drogę z nami wyrusz Panie...
Meksyk (02 - 16. 10. 2005)
02.10.05  Niedziela trwała dla nas 31 godzin. O 6:00 rano zameldowaliśmy się na lotnisku w Düsseldorfie, szybko odbył się przelot do Frankfurtu. Tam w lotniskowej kaplicy nasi księża Jan i Leszek odprawili niedzielna msze świętą w intencji szczęśliwego pielgrzymowania. Po 11 godzinach lotu do Mexico City przywitała nas pani Krystyna Raczyńska rodem z Krakowa a żyjąca w Meksyku już 20 lat. W Meksyku panował już mrok, wiec w czasie przejazdu przez miasto dowiedzieliśmy się, że jest to najbardziej zaludnione miasto świata z 30 Milionami mieszkańców, położone na wysokości 2250m npm i niestety jedno z najbardziej zanieczyszczonych. Zakwaterowani zostaliśmy na trzy noce w Hotelu Metropol dość blisko głównej promenady, w samym centrum miasta. Pogoda deszczowa, ale ciepło. 
03.10.05 Już o 7:30 po zjedzeniu jajecznicy i ogromnych ilości melonów; wyjechaliśmy zwiedzać stolice. Pierwszym punktem był główny Plac miasta Zocalo. Oficjalna nazwa Plac Konstytucji, 240m długi z ogromną flagą meksykańską (zielono-biało-czerwona). Na placu znajduje się Catedral Metropolitana, gdzie w jednej z kaplic wzięliśmy udział we mszy świętej. Jest to największa świątynia kraju, poważnie uszkodzona częstymi trzęsieniami ziemi. 

Monumentalna katedra budowana 300 lat, ma 100m długości, jest raczej mroczna, ale już przy wejściu zadziwia Ołtarz Przebaczenia i dający się dotknąć krzyż z czarnym Chrystusem, przed którym wierni składają w ofierze ogromne bukiety kwiatów. Naprzeciw Katedry znajduje się Palacio National wybudowany na miejscu pałacu Montezumy; krużganek i klatka schodowa zdobiona są muralami Diego Rivery (z lat 1929-1935) przedstawiającymi historię Meksyku - począwszy od wyidealizowanej prekolumbijskiej przeszłości, przez okropności konkwisty aż do odzyskania niepodległości i rewolucji w 1910 roku. Temlpo Mayor to ruiny Tenochtitlanu, centrum azteckiego uniwersum znajdujące się po trzeciej stronie ogromnego Zocalo. A na ulicach wielu handlarzy natrętnie namawia do zakupów przekąsek, figurek, marionetek, przypraw i czego tylko dusza zapragnie. Zadziwiły nas ekologiczne, zielone taksówki, Uniwersytet z dziesięciopiętrową biblioteką ozdobioną kamienną mozaiką, pływające Ogrody (Xochimilco), gdzie jedzenie, picie i zakupy odbywały się na łódkach w czasie popołudniowej wycieczki po kanałach przy dźwiękach serenad Mariachi. Przed kolacją udało nam się pospacerować po mieście w pobliżu Pałacu Sztuk Pięknych i starodawnego budynku Poczty Głównej, wjechać na najwyższy budynek Meksyku Torre Latinoamericana (177m) skąd mięliśmy widok na to olbrzymie miasto przy świetle dziennym a po kolacji ponownie podziwialiśmy morze świateł pod naszymi stopami. 

04.10.05 Od rana czekaliśmy w napięciu na spotkanie z wizerunkiem Marki Boskiej z Guadalupe, której Bazylika  znajduje się w północnej części stolicy Meksyku. Ruchoma taśma przewiozła nas przed cudownym wizerunkiem Matki Boskiej wiszącej wysoko na jednej ze ścian. Po Mszy świętej, którą nasi księża odprawiali przy ołtarzu głównym z kardynałem Norberto Rivera Carrera oglądnęliśmy otoczenie Bazyliki, kościoły związane z objawieniami Matki Boskiej doznanymi przez Juana Diega (obszerniej o objawieniu MB i pochodzeniu obrazu na str. ...). Mimo deszczowej pogody trwaliśmy pod wrażeniem spotkania z "Królową Meksyku" w drodze do najlepiej zachowanego stanowiska archeologicznego w kraju: 

Teotihuacan miasto Qietzalcoatla, ważny ośrodek prekolumbijski, założony przed naszą erą. Leżący na pozbawionej roślinności nieurodzajnej dolinie liczył około 200.000 mieszkańców, miał powierzchnie 20km?,  a zatem większy niż współczesny mu starożytny Rzym. Gdy w XIV w przybyli tu Aztekowie, Theotihuacan był już dawno opuszczony przez mieszkańców. Z zapałem wdrapywaliśmy po stromych schodach na Piramidę Pierzastego Smoka potem Słońca i po przejściu Alei Zmarłych, na Piramidę Księżyca (wysokości 64m) skąd  rozpościera się imponujący widok na pustynne równiny i pagórki porośnięte agawami. Z soku agawy wyrabia się sfermentowany napój pulque, przypominający w smaku kwaśne mleko, pienisty i zawierający (podobno) wiele witamin. Mieliśmy okazje próbować ten narodowy napój w pobliskim gospodarstwie, gdzie pracownicy prezentowali nam wielorakie zastosowania rośliny agawy, wytwarzanie kamiennych figurek i wyroby ze srebra. W drodze powrotnej do stolicy ponownie odwiedziliśmy Bazylikę Matki Boskiej z Guadalupe gdzie mogliśmy się pomodlić i zakupić religijne pamiątki. 

05.10.05 Wyjeżdżamy ze stolicy, po drodze fotografujemy pomnik Anioła Niepodległości i ponownie modlimy się w Bazylice na mszy świętej w intencji 25-lecia małżeństwa naszych pielgrzymów Doroty i Romana. Pogoda deszczowa. Udajemy się autobusem do Tlaxcala, które powitało nas słońcem, gdzie zwiedzamy kościół św. Józefa a dalej Sanktuarium Matki Boskiej z Ocotlan - perły meksykańskiej sztuki barokowej gdzie każdy centymetr ścian okrywają złocone motywy aniołów, owoców, kwiatów i muszli. Przy muzyce Mariachi przyglądaliśmy się świętującym odpust Meksykańczykom. Wieczorem dotarliśmy do Puebla, czwartego co do wielkości miasta Meksyku. Zakwaterowanie w Hotelu Pascada San Pedro w sentymentalnym klimacie przypominającym czasy Romeo i Julia. 

06.10.05 Puebla - Miasto w Kaflach zwane Rom Mexikos. Wcześnie rano jeszcze przed otwarciem sklepów podążyliśmy do Katedry, która do XVII wieku była największą w kraju, to prawdziwy klejnot architektury hiszpańskiej. Figury aniołów wokół atrium są symbolem miasta, którego pełna nazwa brzmi Puebla de los Angeles (Osada Aniołów).Nie chcąc przeszkadzać w trwającej tam mszy podążyliśmy do kościoła Santo Domingo gdzie w kaplicy Matki Boskiej Różańcowej (zapierającej dech w piersiach od blasku pozłacanych barokowych dekoracji) nasi księża odprawili msze świętą. Przed kościołem stary Indianin grał na trąbce nasza "Barkę?.  

Ksiądz Jan zaintonował spontanicznie wspólny śpiew, co było przykładem jak kościół zjednuje ludzi różnych ras i kontynentów. W Puebla spotkaliśmy dziesiątki sklepów z butami. Niektóre nasze uczestniczki wzbogaciły swoje kolekcje o kilka par. Przed południem opuściliśmy duże i ruchliwe Puebla w kierunku Oaxaca. Droga wiodła przez malownicze wzgórza a pośród zarośli coraz to pojawiał się kaktus. Przy jednym z kaktusów-olbrzymów rosnących przy autostradzie robiliśmy sobie zdjęcia. Na nocleg trafiliśmy do uroczo położonego San Felipe Mision. Po kolacji pojechaliśmy do Restauracji "Casa de cantera" na występy regionalnych grup folklorystycznych, przedstawiających dożynki, z charakterystyczną dla każdego regionu muzyką, strojami i rekwizytami. Przy narodowym napoju Margarita udzielił się nam meksykański temperament tancerzy i radośnie,  tanecznymi krokami wracaliśmy do autobusu podśpiewując melodie znane też i w Polsce. 

07.10.05 W piątek udajemy się do Monte Alban (słoneczna biała góra) był to ośrodek obrzędowy Zapoteków z okresu 500 lat p.n.e. z płaskorzeźbami, których znaczenie opowiadał nam przewodnik Kojote. W drodze do Mitla zatrzymujemy się w Tula, gdzie podziwiamy największe drzewo świata (obwód pnia tego 2000 lat starego cyprysu wynosi 54m). Przystajemy w fabryce dywanów, gdzie wtajemniczeni zostaliśmy w sztukę tkania dywanów i rozumienia znaków Zapoteków. 
W Mitla zwiedzamy kolejny ośrodek Zapoteków i Misteków, Patio de las Grecas z kamiennymi mozaikami przypominającymi geometryczne fryzy starożytnych Greków. Na pobliskim targu ćwiczyliśmy umiejętności targowania się o różne małe wyroby rękodzielnicze. Po powrocie do Oaxaca i Mszy świętej w Kościele St. Domingo, w sąsiadującym muzeum podziwialiśmy skarby grobu Nr 7. Wieczorem siedzieliśmy na tarasie hotelu patrzyliśmy na wysokie tyki kaktusów rozumiejąc, dlaczego nazwa miasta znaczy "miejsce gdzie rosną tykwy"; przeleciała ciepła burza mimo wszystko znaleźli się chętni do kąpieli w hotelowym basenie. 

08.10.05 Oaxaca - wcześnie rano wybieramy się do centrum miasta Zocalo porosłego pięknie kwitnącymi roślinami. W kościele Santo Domingo o 9:00 Msza święta a potem mamy czas na spacer po mieście, oglądanie Pałacu Gubernatora, picie kawy w arkadach i zakupy do 12:00. Po południu autobus zawiózł nas na lotnisko. Lot do Villaheroza z przystankiem w Chiapas przenosi nas w ciepły bezdeszczowy rejon Jukatanu. Z góry oglądaliśmy pozalewane tereny zniszczone przez przechodzące huragany. Autobus i kierowca nie był już tak elegancki - byliśmy w biedniejszej części Meksyku. Hotel Plaza w Palenque był jednak bardzo stylowy i luksusowy, obsługa i jedzenie bardzo dobre a wieczorem kąpaliśmy się w basenie śpiewając polskie piosenki intonowane przez księdza Jana. 

09.10.05 Palenque - Zwiedzamy ruiny siedziby Majów w gęstej dżungli. Ich widok jest zarazem zachwycający i straszny. To, co zachowało się, to 10% kompleksu izb, tarasów, schodów, świątyń, pałaców i innych konstrukcji wapiennych stojących w tym miejscu w VII wieku. Już przejście przez ten tropikalny las z egzotycznymi drzewami, wodospadami i wiszącymi mostami było przygodą jak z filmu "Indiana Jones". W czasie dalszej podróży zatrzymaliśmy się w przydrożnej meksykańskiej restauracji, kurczak w pikantnym sosie i zimne piwo dopasowały nasze samopoczucie do gorącego klimatu. Widok morza zatoki Meksykańskiej wprawił nas w zachwyt i nie powstrzymał nikogo od kąpieli przy zachodzącym słońcu. 

10.10.05 Hotel w starej twierdzy nad zatoką Meksykańską w pobliżu Campeche posiadał małą kaplicę z wizerunkiem Matki Boskiej z Guadelupy, wcześnie rano wzięliśmy udział we mszy 
odprawionej przez naszych księży a potem zbieraliśmy muszelki, pływali w morzu i basenie odpoczywając chwilę przed wizytą w warownym mieście korsarzy, miasta wpisanego na Listę 
Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Po zwiedzeniu miasta udaliśmy się na teren zabytków architektury Majow ? Uxmal. Wykopaliska Uxmal z VI-VII wieku zwiedzaliśmy w upalnym słońcu, a było co do zwiedzania: Piramida Wróżbity, Czworokąt Mniszek, Pałac Gubernatora i Dom Żółwi. Wieczorem mieliśmy okazję przeżyć tam seans "Światło i Dźwięk" - imponujący spektakl z legendami i muzyką Majów. Do Meridy, do Hotelu Resident, w starej stylowej willi kolonialnej, przybyliśmy bardzo późną nocą. 

11.10.05 Meride - piękne miasto zwane Paryżem nowego świata, zwiedziliśmy w szybkim tempie: Katedrę z legendarnym krzyżem z pęcherzami, Zocalo i Pałac Gubernatora z malowidłami ściennymi przedstawiającymi historię Jukatanu. Udaliśmy się w drogę do Izamal. 
W tym "żółtym mieście" najważniejsza budowla to Klasztor Św. Antoniego z Padwy. W świątyni podziwialiśmy ogromne Atrium z Matką Boską patronką Jukatanu. Po Mszy św. zwiedzaliśmy małe muzeum poświęcone wizycie Jana Pawła II i garderobę Matki Boskiej. 

Dalsza droga zawiodła nas do najczęściej odwiedzanego miejsca kultury Majów: Chichen Itza. Nad okolicą góruje świątynia Kukulcana El  Castillo (Zamek). Konstrukcja piramidy kryje w sobie tajemnice opracowanej przez majów metody pomiary czasu: cztery ciągi schodów mają po 91 stopni co po zsumowaniu z platformą na szczycie daje liczbę 365. Po każdej stronie piramidy 52 płyty przedstawiają 52-letni cykl kosmiczny. Jak wierzono, wraz z końcem cyklu czas się kończył i zaczynał na nowo. Bardzo ciekawym obiektem jest Juego de Pelota (boisko do gry w piłkę). Piłka była kamienna, odbijano ja biodrami lub barkami a według przekazów przegranym obcinano głowy. 
Kamienne rzeźby Pierzastego Węża, Świątynia Jaguara, Święta Studnia, Obserwatorium, Tron Chac Mool na Świątyni Wojowników to tylko kilka z ciekawostek tego imponującego obiektu. Autobus wiózł nas teraz przez równiny Jukatanu do Valladolid. Nasz Hotel Meson el Marques położony był bezpośrednio przy Zocalo z pięknym parkiem i romantycznymi ławeczkami. Wielkim przeżyciem księdza Jana była wizyta w rodzinie meksykańskiej, recepcjonistki hotelu, która prosiła o poświęcenie ich domu. 

12.10.05 Poranna msza w Katedrze San Servacio po drugiej stronie placu w starym kolonialnym mieście Valladolid rozpoczęła ostatni dzień pielgrzymowania po Meksyku. Żegnamy stare historyczne, kolonialne miasto z ulicami ponumerowanymi z północy na południe parzystymi, a ze wschodu na zachód nieparzystymi numerami. Droga wiedzie nas do Tulum osady Majów z IX w., przeuroczo położonej twierdzy otoczonej warownymi murami, która była jednocześnie portem. Wieża strażnicza mogła pełnić funkcje latarni morskiej. Arystokraci i dostojnicy religijni mieszkali wewnątrz murów a pozostali na zewnątrz. Lazur morza karaibskiego i plaży z białym piaskiem widzianej z tarasu przy świątyni zaprasza nas do ostatniej przystani naszej trasy ? Playa del Carmen. W ośrodku El Mandarin pożegnaliśmy nasza panią Krysie i kierowcę i rozlokowaliśmy się na wypoczynek, relaks i analizę naszych 14-stu dni podroży w kraju innych kultur, a tak bliskim nam, w ich kościołach. 

13,14,15.10.05 Piękna pogoda, zdrowie, dobre jedzenie i dobre humory trwały przy nas do czasu przelotu z Cancun do Mexico City i dalej do Frankfurtu, gdzie zamknęło się kółko naszego pielgrzymowania msza świętą w kaplicy na lotnisku. Dalszy przelot do Düsseldorfu i dalej do Aachen przebiegł w dobrym stylu jak i wszystko inne; za co dziękujemy Pani z Gwadelupy, naszym księżom i nam samym. 
  
 
 

Przygotowanie: Elżbieta i Leszek Bledowscy. 
Zdjęcia: ks. J. Urbanek, J. Ławeczka